feet-684682_1280

Łóżkowe sprawy

Tekst nie będzie o sexie! Nie myślcie sobie, że wyjadę z jakimiś pikantnymi szczegółami ze swojej sypialni!
Sorry, ale to jeszcze nie pora na takie zwierzenia i erotyki – za krótko się znamy ;).
Post w zasadzie meblowo – psychologiczny. Co mnie natchnęło do jego napisania? Skąd pomysł na jego stworzenie? Poranne pobudki!

MOJE OGROMNE MAŁŻEŃSKIE ŁOŻE.
Odkąd pamiętam chciałam, aby moje wyrko, które będę dzielić z mężem było gabarytów iście królewskich. Lubię przestrzeń i wygodę. Kto nie! Jednak po 6 latach spędzonych w naszym łóżku, stwierdzam, że bardzo się myliłam upierając się na posiadanie ramy wielkości niemalże całego pokoju.
Faktem jest, że mamy małego intruza, który każdej nocy uskutecznia wędrówki do naszej sypialni. Faktem jest, że owy INTRUZ ma 5 lat i zajmuje 90 % NASZEGO łóżka. Faktem jest to, że my – starzy się w nim gubimy. I o to właśnie cała afera! O „wędrownisia”, który zakłóca naszą prywatność, choć tym przestałam już walczyć. O to, że nie śpimy z ET razem, a osobno.
Budzimy się rano, każdy na swoim skraju łóżka. Dzieli nas co najmniej metr! To całe kilometry!
Moglibyśmy sobie machać na powitanie, krzycząc „dzień dobry Kochanie, jak minęła Twoja noc? Bo przecież skąd mam to wiedzieć, jak nawet nie sięgam ręką, aby Go dotknąć, bo jest za daleko!

Nawet wtedy, gdy Pola buszuje w weekendy u Dziadków nic się nie zmienia. To samo! Ten sam scenariusz. Zasypiamy przytuleni, aż tu nagle BOOM! Poranek na odległość! Coś sprawia, że w nocy pełzamy ku krawędzi, każdy ku swojej. Obwiniam o to właśnie ten cholerny, wielki, królewski gabaryt naszego łóżka. Dlatego nigdy więcej!
Plan jest taki, że przyjdzie niebawem czas na zmiany. Nie jutro, nie za miesiąc, ale za jakiś czas! Porąbię to beznadziejne łóżko wielkości 2,2 m x 2, materac spalę i odtańczę taniec szamana, zaklinając ponowny, podobny zakup!
Po co komu wyro, które nie do końca spełnia swoją rolę? Mam się wysypiać, wstawać wypoczęta i uśmiechnięta. Budzę się z grymasem, wściekła, że zamiast spędzić noc w objęciach męża, śpię sama jak palec. Równie dobrze mogliśmy zainwestować w dwie „jedynki” oddzielone szafką nocną – jak w podwójnym pokoju hotelowym. Kto wiedział?!
Już wiecie, że lubię zmieniać aranż w mieszkaniu, uwielbiam wręcz „jeździć meblami”. A to COŚ co zawala nam sypialnię, w żaden sposób nie da się przestawić. What? Ogranicza moją „twórczość”! Od kilku lat stoi w tym samym miejscu, nie da się go nawet przesunąć o głupi centymetr w prawo, w lewo, do przodu czy do tyłu. Tak być nie może! Chcę przestawiać jak w domu dla lalek! Choruję!

Dlatego z uporem maniaka będę wybierać wersję podwójną, normalną, nie żadne kingsajzy.
Można to podpiąć pod moją fanaberię, wymysł, chęć dokonania konkretnej zmiany aranżacyjnej. Ale my BABY lubimy zmiany 😉 Nawet te najmniejsze dają nam masę satysfakcji i dumy.

Czas też ogarnąć temat „wykurzenia intruza” z naszego azylu. Może zmiana wielkość łóżka da nam na to zielone światło? Może owy „intruz” sam się wyeksmituje, bo będzie miał mało miejsca na swoją nocną gimnastykę? I hope so!
Domyślacie się, że nocne igraszki nie wchodzą w grę. A ja mam dość ukrywania się w kątach mieszkania z myślą z tyłu głowy, że Pola zaraz wyskoczy: „ha! mam Was, a co Wy tu robicie?”
Ten kto posiada przynajmniej jedno dziecko, wie o czym mówię 😉 Wróć! Ten kto ma „intruza” zna temat od podszewki!
Kumpela mi kiedyś powiedziała: „ja spałam z rodzicami do lat nastu, zobaczysz to samo będzie u Was”. Fuck no! Nie dopuszczę do tego! Nie ze mną te numery! W końcu Chuck Norris mi do pięt nie dorasta, i z tym fantem sobie poradzę. Prawda Lidka? 😉
Tak mówią: „spanie z dzieckiem to coś najlepszego co możecie mu dać”. Bliskość, miłość bla bla bla. Bullshit! Popełniliśmy ten błąd! Teraz tego gorzko żałujemy! Były próby, podchody, które kończyły się płaczem, histerią i lamentem obu zainteresowanych stron. Odpuściliśmy. Czekamy na moment kiedy Pola sama dorośnie do tego, że spanie ze starymi to nic fajnego.
Plusem w tym całym minusie jest to, że zasypia w swoim pokoju. Tylko dlaczego musi się budzić za ścianą, u nas? Dlaczego budząc się rano mam jej stopę na twarzy a ET głowę na swoim brzuchu? Sceny wpisane w macierzyństwo? Tak!
Człowiek na błędach się uczy. Leo ma swoje łóżko, swoje miejsce, nie pcha się do nas. Jeszcze? Niech tak zostanie, bo kolejnego pasażera na gapę już nie wytrzymam! 😉

Reasumując…
Chcę nowe łóżko! Chcę odzyskać swoją sypialnię! Chcę mieć swój kąt, bez konieczności barykadowania się wieczorami ze strachu, że zaraz ktoś wyskoczy zza drzwi krzycząc „WRÓCIŁAM” (tak było pewnej nocy)…

Macie INTRUZY SYPIALNIANE?